Rodzice decydują o sprawach swoich dzieci i w większości wypadków wszelkie uzgodnienia w tym zakresie są wynikiem ich kompromisu. Jedną z czynności, która wymaga współdziałania obu rodziców, jest zawnioskowanie i uzyskanie paszportu dla dziecka. Jeśli zgody w tym temacie nie ma, to sprawa się komplikuje. Jednej stronie bardzo zależy, druga kategorycznie odmawia. W przypadkach, gdy drogi rodziców się rozeszły i problemu nie uchyla uprzednie rozstrzygniecie o władzy rodzicielskiej nad wspólnym małoletnim dzieckiem, to takie nieporozumienia są kolejnym etapem sądowych walk o decydowanie o sprawach własnych dzieci.
Droga do uzyskiwania paszportu dla dzieci jest uregulowana w przepisach rangi ustawowej i dość rygorystyczna. W czasach medialnych doniesień o uprowadzeniach dziecka przez jednego z rodziców na drugi kraniec świata, nikt raczej nie wyobraża sobie żeby mogło to wyglądać inaczej (choć nowsze brzmienie omawianego przepisu pochodzi z 2010 roku). Tym bardziej, że mówimy tutaj o dokumentach urzędowych.
Na wydanie dokumentu paszportowego osobie małoletniej jest wymagana pisemna zgoda obojga rodziców, których własnoręczność podpisów poświadcza organ paszportowy lub notariusz, chyba że na podstawie orzeczenia sądu jeden z rodziców został pozbawiony władzy rodzicielskiej lub władza ta została ograniczona. W przypadku braku zgodności stanowisk rodziców lub niemożności uzyskania zgody jednego z nich, zgodę na wydanie dokumentu paszportowego zastępuje orzeczenie sądu rodzinnego.
Omawiane rozwiązanie współgra z z generalną regulacją prawa rodzinnego : Przyjmuje się, że o istotnych sprawach dziecka rodzice rozstrzygają wspólnie; w braku porozumienia między nimi rozstrzyga sąd opiekuńczy.
Jak takie postępowanie wygląda w praktyce ? Trzeba przedstawić sądowi rodzinnemu powody, dla których konieczne jest pominięcie sprzeciwu drugiego z małżonków. Problematyka jest złożona, a dobro dziecka nie sprzyja pochopnemu działaniu w tej materii. Jeśli wyjazd ma dotyczyć konkretnego okresu (np. wakacji), to należy działać zapobiegawczo i z bardzo dużym wyprzedzeniem. I nie chodzi tylko o czas niezbędny na wyrobienie paszportu. Osoby nieświadome tego faktu mogą otrzymać rozstrzygniecie jesienią. I to rozstrzygniecie niekoniecznie spodziewane, jeśli wniosek uzasadniali podając konkretne daty i cel wyjazdu wakacyjnego w bieżącym roku. Taki wniosek rozpoznawany na jesieni będzie po prostu bezprzedmiotowy.
Nie można zapominać, że o sprawie informowany jest drugi z rodziców, który zazwyczaj swój ustny sprzeciw przelewa w tym momencie za szereg konkretnych argumentów spisanych w liczne zarzuty. Pojawiają się także świadkowie. Sąd dokładnie wyjaśnia sytuację, w jakiej znajduje się i w jakiej po wyjeździe ma znaleźć się dziecko. Wakacje zagranicą są zazwyczaj oceniane pozytywnie - jako korzystne wydarzenie w rozwoju i edukacji dziecka, ale badane jest także ewentualne "drugie dno" i prawdziwe intencje wnioskodawcy. Wakacje mogą być tylko pretekstem dla umożliwienia jednemu małżonkowi wyjazdu z dzieckiem i zamieszkanie na stałe poza krajem, zazwyczaj z nowym partnerem. Sąd powinien mieć te wszystkie niuanse na uwadze. Ponieważ zainteresowani w walce o dzieci nie przebierają w środkach (np. podejrzanie niespodziane zaproszenia na przyjazd wakacyjny od dalekich krewnych, dowody rezerwacji noclegów w hotelach, które bez opłat można odwołać w każdej chwili), to zrozumiałe jest "ostrożne" podejście sądów rodzinnych do twierdzeń (uwikłanych w konflikt) rodziców.
Sprawy w sądach rodzinnych są dość niewdzięczne i przy zdeterminowanych stronach trwać mogą, w takim lub innym kształcie, aż do pełnoletności dziecka. Brak woli porozumienia przerzuca jakąkolwiek ważniejszą decyzję o losie dziecka na sąd. Tak jak w jednej sprawie na północy kraju, gdzie wydanie paszportu było tylko powodem do kolejnej eskalacji sporu. Rodzic posiadający paszport nie chciał wydać go drugiemu z rodziców - a dziecko przez określone pory w roku przebywało właśnie u tego drugiego rodzica. Ostatecznie sąd wskazał, że ... - tutaj chwila na zastanowienie dla czytelnika - ... paszport powinien "iść za dzieckiem". Gdzie brak jest dobrej woli, tam niestety także najprostsze sprawy stają się kolejną sygnaturą sądową.


