Przeskocz do treści

Franki, pozwy, kazus Dziubak – czyli co ?

Przez media przetoczyła się we wszystkich odmianach i wariantach sprawa Państwa Dziubak, stąd także i ja postanowiłem wczytać się w dostępne materiały - aby wyrobić sobie pogląd. Motywacja była, gdyż zarówno znajomi pytają mnie o szanse w sądzie, jak i mamy taki kredyt w rodzinie. Jak policzyłem - osobiście znam siedmioro frankowiczów. A i lektura publikacji "okołofrankowych" to pasjonująca rzecz. Dla prawnika - bo to źródło niezwykle interesujących przykładów stosowania prawa. Ale także dla miłośnika ciekawych historii - z walką jednostek z całym systemem bankowym, wydzieraniem zwycięstwa Goliatowi, krok po kroku, powolną zmianą nastawienia sądów, nieciekawymi praktykami banków. Dziwne, że nie ma o tym jeszcze żadnego filmu fabularnego.

Naturalnie kazus Dziubak nie rozpoczął tej batalii. Trwa ona od wielu lat i na pewno szybko się nie zakończy. Przybiera formę przeróżnych inicjatyw, które przybrały na sile po tąpnięciu waluty szwajcarskiej do 4 zł (i wyżej). Krok po kroku frankowicze forsowali w sądach swoje argumenty. A tam podejście do tematu było bardzo zróżnicowane, z reguły z naciskiem na sceptycyzm. Na pierwszy ogień poszły sprawy, gdzie ktoś nie poradził sobie z kredytem i bank pozwał go o zapłatę. W takiej sytuacji strzela się już ze wszystkiego - nie ma bowiem nic do stracenia. I w końcu te strzały zaczęły trafiać, za czym wkrótce poszła grupa frankowiczów w lepszym położeniu (tacy, którzy już spłacili kredyt), a teraz w końcu także pozostali kredytobiorcy.

No ale wróćmy do głównego wątku. Co tak naprawdę było nielegalnego w tych nieszczęsnych umowach? Odwoływanie się w regulaminach do zasad przeliczenia salda i raty, które bazowały na wewnętrznych tabelach bankowych. Ta właśnie jednostronna możliwość kształtowania takich kursów najbardziej bolała organy ochrony konkurencji. Przeliczając saldo ze złotówek na franki bank korzystał z kursu kupna, a wyliczając raty korzystał z kursu sprzedaży waluty - co nie podobało się Rzecznikowi finansowemu. Podnoszono nieważność wynikającą z naruszenia prawa bankowego, z przekroczenia zasady swobody umów, naruszenia zasad współżycia społecznego. Kwestionowano celnie sposób informowania o ryzyku, w tym nawet zarzucano celowe wprowadzanie w błąd konsumenta. Zarzucano przy tym nieuczciwe praktyki rynkowe. Prym wiodą nadal klauzule niedozwolone - tym bardziej, że w rejestrze klauzul znalazło się kilka typowych postanowień, odmienianych na różne przypadki w regulaminach wszystkich banków. Podobno - jak podają internetowe legendy - tylko jeden bank miał to napisane w sposób zgodny z prawem.

Uznając, że klauzule przeliczeniowe były abuzywne, trzeba było zastanowić się, jak tę umowę dalej traktować. Można bowiem uznać, że jest to brak, który skutkuje nieważnością umowy. Albo przyjąć, że mimo wszystko umowa może trwać dalej. Przekłada się to w praktyce na dwa cele - stwierdzenie nieważności umowy, ewentualnie jej "odwalutowanie" ("odfrankowienie").

Ta druga koncepcja polega na wyrugowaniu z umowy franków, na skutek czego pozostaje saldo w złotówkach, ale oprocentowane w oparciu o LIBOR. Bankowcy twierdzą, że to jakiś absurd ekonomiczny, bo taki kredyt z miejsca przynosi bankowi stratę. Waluta powinna być bowiem powiązana ze swoim wskaźnikiem, stąd dla CHF pasuje LIBOR, ale do złotówek to już wyłącznie WIBOR. Różnica jest spora - wszak LIBOR jest ujemny od jakiegoś czasu, a WIBOR oscyluje koło 1,7 %. Nie trzeba być finansistą, żeby rozumieć, jak bardzo wpływa to na każdą ratę kredytu. Wzburzenie bankowców przejęły niektóre sądy i - trudno się tutaj nie uśmiechnąć z tej swoistej przekory losu - unieważniają takie kredyty, twierdząc, że skoro LIBOR "nie współgra" ze złotówkami, to takiej umowy nie da się utrzymać. Jest to rozwiązanie niezwykle korzystne dla frankowiczów, gdyż de facto sprowadza się do darmowego kredytu. Póki co - darmowego, bo banki odgrażają się, że takie korzystanie z kapitału musi być wszak za wynagrodzeniem. Ale Prezes UOKiK uważa, że nic z tych rzeczy. I pewnie jeszcze trochę poczekamy, jak do tego podejdzie Sąd Najwyższy.

Wszystko to powyżej należy też nałożyć na różne typy kredytów. O ile kredyty indeksowane łatwiej utrzymać w mocy, to kredyty denominowane zwykle skazane są na nieważność. Te pierwsze bowiem określały w umowach kwotę w złotówkach, a potem dopiero przeliczano je na franki. Wyrzucając spready zostają nam - zdaniem niektórych sądów - wszystkie elementy umowy kredytu z PLN. Te drugie jednak nie zawierały salda w złotówkach, stąd przyjmując wadliwość umownych klauzul przeliczeniowych, nie jesteśmy w stanie ustalić ile w zasadzie tych złotówek być powinno.

Dlaczego pojawiła się sprawa Dziubak ? Sądy różnie podchodziły do następstw stwierdzenia abuzywności omawianych klauzul. Pojawiły się wyroki, gdzie sądy zastępowały klauzule abuzywne innymi postanowieniami. Najczęściej odwoływały się do średniego kursu NBP. W istocie zatem kredyt dalej pozostawał "frankowym", ale odpadał temat spreadu. Trybunał powiedział już dawno, że tak nie wolno. Klauzule abuzywne nie wiążą konsumenta przy stosowaniu umowy. Nie jest zaś rolą sądu ratowanie umowy oraz interesów banku i naprawianie takich kontraktów.

Gdyby bowiem sąd krajowy mógł zmieniać treść nieuczciwych warunków zawartych w takich umowach, to takie uprawnienie mogłoby zagrażać realizacji długoterminowego celu ustanowionego w art. 7 dyrektywy 93/13. Uprawnienie to przyczyniłoby się bowiem do wyeliminowania zniechęcającego skutku wywieranego na przedsiębiorców poprzez zwykły brak stosowania takich nieuczciwych warunków wobec konsumentów, ponieważ nadal byliby oni zachęcani do stosowania rzeczonych warunków, wiedząc, że nawet gdyby miały one być unieważnione, to jednak umowa mogłaby zostać uzupełniona w niezbędnym zakresie przez sąd krajowy, tak aby zagwarantować w ten sposób interes rzeczonych przedsiębiorców (wyroki: z dnia 14 czerwca 2012 r., Banco Español de Crédito, C‑618/10, EU:C:2012:349, pkt 69; z dnia 30 kwietnia 2014 r., Kásler i Káslerné Rábai, C‑26/13, EU:C:2014:282, pkt 79). [ Wyrok Trybunału w sprawach połączonych C‑70/17 i C‑179/17 ]

Tu jest właśnie fundament całej sprawy. Stosowanie prawa w zakresie klauzul abuzywnych musi mieć odstraszające (negatywne) efekty dla banków. Jeśli przyjąć, że sądy takie umowy powinny po prostu naprawiać, to całą ochronę konsumenta można uznać za wyłączoną. Banki - i inne podmioty - masowo stosowałyby takie klauzule, gdyż w najgorszym razie - jeśli jakiś konsument zdecydowałby się na proces sądowy - umowa wracałyby do realizacji na zasadach ogólnych. Oczywiście mamy jeszcze kary nakładane np. przez UOKIK, ale sama taka kara nic nie daje konsumentom (choć oczywiście UOKiK ma też dużo bardziej rozbudowane instrumenty). Stąd lamenty banków na temat skutków przegranych spraw nie powinny sądów interesować. Te wszystkie doniesienia o zagrożenia sektora bankowego osobiście uznaję za zwykły lobbing medialny. Nie chcę tutaj tworzyć bloga antybankowego, bo nic nie jest tylko czarno lub tylko białe, ale warto poczytać w sieci jak to wszystko się kształtowało i funkcjonowało. Ciekawe są zwłaszcza wypowiedzi Jana Krzysztofa Bieleckiego oraz stare dokumenty i stanowiska banków, w których poszczególne banki optowały przeciwko takim kredytom, a następnie - wobec zysków jakie to niosło u konkurencji - same w to wchodziły. A skoro ktoś proponuje konsumentowi "lewy" produkt, to musi się liczyć z konsekwencjami i ryzykiem jego zwrotu. Znam bliżej przykład jednego kredytu i akurat jestem wyjątkowo krytyczny do informacji przekazywanej przez pośredników finansowych. To oczywiście sprzedawca, jak każdy inny - jeśli nie sprzeda, to nie zarobi. Tylko, że banki pozowały na instytucje zaufania publicznego, a nie - zaczytane z innego bloga - na "hurtownie z trefnym towarem".

Wyrok Dziubak odnosił się oczywiście także do innych kluczowych spraw. Że stwierdzenie, czy umowa może pozostać w mocy, to generalnie już ocena sądu krajowego. Że nieważności nie powinno się orzekać, jeśli jest to niekorzystne dla konsumenta. Że w zasadzie konsument powinien zadecydować, czy chce unieważnienia, czy też chce umowę utrzymać w innym kształcie. Ciekawe jest, że - jak przywołują publicyści - są to sprawy już wielokrotnie powtarzane w wyrokach Trybunału i teraz zostały tylko na nowo "odkryte" przy sprawie Dziubak. Sędzia Kamil Gołaszewski, który zadecydował o zadaniu tego pytania do Trybunału, powinien mieć ufundowany pomnik przez frankowiczów. A jeśli pytanie sprowokował pełnomocnik przedstawiając argumentację w tym zakresie, to on również. Uznanie należy się również za doprowadzenie do wpisania do rejestru klauzul niedozwolonych typowych postanowień przeliczeniowych.

Co jest jednak pomijane w przekazie medialnym - te wszystkie wątki nie dotyczą tylko waluty CHF. Równie dobrze skorzystać na tym mogą kredytobiorcy "indeksowani" w innych walutach (np. euro). O ile oczywiście także w ich umowach znajdują się podobnie wadliwe rozwiązania.

I teraz pytanie. Czy iść z takim kredytem do sądu ? Patrząc dzisiaj na typowe umowy frankowe - wydaje się, że gra jest warta świeczki. Po wzmożonej lekturze warszawskich orzeczeń z przełomu roku (tutaj przedstawiam tylko pewien wycinek zagadnienia) patrzę pozytywnie na szanse takiego procesu, zwłaszcza 1) jeśli informacja o ryzyku była ograniczona, a 2) klauzule są podobne do tych z rejestru. I 3) jeśli kapitał już został spłacony. Te trzy elementy to chyba najlepszy dostępny wariant, ale to nie znaczy, że inne sprawy nie rokują. Rokują, ale nie radziłbym iść z takim pozwem nie-prawnikowi wyłącznie w oparciu o porady internetowe. Oczywiście - mówimy też o obecnym "klimacie orzeczniczym", bo co będzie za 5 lat, gdy sprawa znajdzie swój finał - kto to wie. Lobbing bankowy nie ustaje, niefrankowicze zgrzytają zębami i przecież generalnie nigdy w życiu nie jest za różowo. Jasne jest jednak to, że klauzuli abuzywnej nie należy stosować, więc coś w realizacji takiej umowy kredytowej zmienić się musi.

Jak wskazałem - mamy taki kredyt w rodzinie i pomagałem znaleźć kancelarię warszawską do tego tematu (takie było oczekiwanie). Była okazja sprawdzić oferty. Proszę nie pytać jaka Kancelaria została wybrana, bo negocjacje trwają i nie wiadomo jak się zakończą - to jest przy tym bardzo indywidualna decyzja. Czas pokaże, czy dobra. Wybór nie jest prosty, a diabeł czasem tkwi w szczegółach. Nieraz byle drobiazg może przeważyć, a jako praktyk, to tych drobiazgów dostrzegam więcej. A kwiatki się zdarzają. Jedna kancelaria - o ironio - sama miała klauzule abuzywne w swojej umowie. Raz w ofercie było jedno, a po lekturze umowy wychodziły dodatkowe koszty (tolerancja błędu : 15.000 zł...). Nagle ktoś sobie liczył dodatkowo kilkadziesiąt złotych ryczałtu za... kserowanie pism i załączników (przy łącznym honorarium przekraczających kilka średnich krajowych). W innym miejscu jedna stójka to - bagatela - koszt 2000 zł. I warto zerkać zawsze od kiedy danej kancelarii należy się premia za sukces. Z reguły z chwilą uprawomocnienia orzeczenia w naszej sprawie - co nie jest równoznaczne z chwilą uzyskania przez nas pieniędzy od banku. Bo bank może walczyć dalej - np. poprzez potrącenia wyimaginowanych roszczeń. A to oznacza, że te kilkanaście tysięcy premii za sukces trzeba zapłacić kancelarii, mimo że bank nam na razie żadnych pieniędzy nie odda, a możliwe że nas jeszcze zaraz sam pozwie. Czytajmy umowy - z bankiem mało kto czytał, to przynajmniej z kancelariami nie powtarzajmy tego błędu.

Jak wygląda na rynku aspekt finansowy zlecenia takiej sprawy ? Model rozliczeń z reguły opiera się o opcje - albo z sucess fee i mniejszymi opłatami za rozprawy - albo bez premii za sukces, ale droższą procesówką. Ja pewnie jako konsument wybrałbym sucess fee - bo tak jak lubię kredyty konsumenckie 0%, tak wolę płacić bonus dopiero za 5 lat - po wygranej. Generalnie - rynek się otworzył. Pamiętam, że jakiś czas temu za samą analizę umowy (czyli w istocie sprawdzenie klauzul umowy z rejestrem) żądano gdzieś na Śląsku 1000 zł. Teraz wstępne analizy są za darmo, choć czasem sprowadzają się do jednozdaniowego obiecującego zakwalifikowania sprawy do procesu. Pewnie ceny jeszcze spadną, gdy wzrośnie konkurencja. Albo na odwrót - gdy podskoczy frank i rata przyciśnie frankowiczów. Specjalizacja jest tutaj nieunikniona i pewnie za jakiś czas każde miasto będzie miało własną kancelarię frankową.

A czy opłaty dla kancelarii są wysokie? Niskie nie są, ale przecież przy typowym kredycie to stawka z rozporządzenia liczona od wartości przedmiotu sporu wynosi co najmniej 10.800 zł za I instancję. No i trzeba sobie to wszystko skalkulować. Przy saldzie stanowiącym równowartość 400.000 zł (bez odsetek) i po spłaceniu już 250.000 zł oraz z perspektywą spłacania jeszcze 20 lat takiego kredytu - z licho wie jakimi zawirowaniami co do franka. - to ile warto jeszcze zainwestować, żeby mieć szansę tego franka się pozbyć. Nawet jakby przez rok płacić ratę 1900 zł nie do banku, a do kancelarii. Nawet przez dwa lata. Prawda jest taka, że gdyby udało się za 5 lat stwierdzić nieważność lub odfrankowienie kredytu, to przecież cały czas raty nadpłacamy i z reguły wynagrodzenie sucess fee kancelarii spłaca się wtedy z tego, co zwraca bank po wyroku (ale to nie zasada - tutaj trzeba dokładnie czytać umowę z kancelarią). I albo kredyt idzie w niepamięć, albo zostaje w wersji LIBOR + CHF, co ratę 1900 zł zmniejsza nagle do 200 - 300 zł ... (po zaliczeniu pozostałej części zwrotu na saldo kredytu). W ostateczności można teraz jedynie przerwać przedawnienie i dalej obserwować rozwój wydarzeń. A jeśli sprawę wygramy - to zapewne 10.800 zł zwrotu kosztów pełnomocnika wraca do nas z banku (albo przejmuje to kancelaria - zależy od umowy).

Oczywiście można też proces przegrać i wtedy co najmniej tyle kosztów trzeba zapłacić bankowi. Jesteśmy do tyłu też z opłatami sądowymi, zaliczkami. Jeśli będzie "uchył", to też honorarium kancelarii może się powiększyć o kolejne stójki. Albo gdy dojdzie Sąd Najwyższy.... Ale to jest sprawa sądowa - nic nie jest na 100% pewne. I jeśli jakiś prawnik zapewni, że na 100% wygra proces, to radzę wybór pełnomocnika przemyśleć. To, że orzecznictwo się klaruje, nie oznacza, że akurat sędzia w naszej sprawie będzie miał takie same zapatrywanie - to bardziej taki wniosek, że większe szanse na dobry wyrok będziemy mieć w wyższej instancji.

Realna jest też obawa, że nagle frankowiczom (a tak naprawdę bankom) postanowią pomóc politycy. I wtedy wszystko się zmieni. Projekt ustawy antyspreadowej może i miał dobre intencje (choć pierwotnie zapowiadane założenia szły dużo dalej) , ale jaki miał efekt ? W kilku orzeczeniach znalazłem tezy, iż problem nieuczciwego spreadu skończył się z datą wejścia w życie tej ustawy. Stąd do tej daty tylko można liczyć nadpłacone raty, a potem nic już nie nadpłacasz, bo spłacasz w CHF, więc problem zawyżonych kursów wymiany nie istnieje. Nie sprawdzałem, czy takie orzeczenia się utrzymywały, ale frankowiczom chyba już starczy legislacyjnych półśrodków.

Jestem także przekonany, że są (lada chwila będą) kancelarie w Lublinie, które temat "pociągną" równie dobrze (lepiej), jak kancelarie "frankowe" z Warszawy. Z ostatnich miesięcy w systemie znalazłem dwie sprawy na poziomie Apelacji Lubelskiej - obie korzystne dla frankowiczów, obie z powództwa banku oraz obie z tezą wskazującą na odfrankowienie, a nie nieważność (LINK i LINK). Czekamy na więcej 😉

Poniżej zamieszczam kilka wątków i odniesień, do których dotarłem w toku moich analiz. Może kogoś to natchnie do działania. Może aplikanci będą poszukiwali jakiegoś podparcia przy szybkiej nauce do egzaminu - bo to przecież taki piękny by był kazus na egzaminie (sam miałem umowę deweloperską, więc ...). A myślę, że warto tematy ruszyć. Bo nawet tak oporne na fakty instytucje jak banki, powinny skalkulować, że bardziej opłaca się oferowanie ugody, aniżeli proces sądowy. Zwłaszcza, jeśli w sądach będzie przeważać unieważnienie, to ugoda dotycząca odfrankowienia może zyskać na popularności.

I żeby nie było na słodko - ryzyko porażki w sądzie istnieje. Dla przykładu: tutaj wyrok - pozytywny dla konsumentów. Ale w uzasadnieniu na początku długo wieje grozą, gdyż sąd rozprawia się bezpardonowo z szeregiem innych najbardziej popularnych zarzutów frankowiczów. A jeszcze gorzej poszło tutaj. Życie...

Linki:

Wyrok i opinia w sprawie Dziubak

Opracowanie biura analiz SN

Riposta prawników bankowych

Istotne poglądy UOKIK i Rzecznika Finansowego

Nowatorskie zabezpieczenie [sam myślałem długo o zabezpieczeniu w tej sprawie - bo po co płacić raty przez czas procesu, jak umowa nieważna - ale na stengoramy z pokoju z szumidłami to bym chyba nie wpadł - brawo dla pomysłodawcy] LINK

Czy to już lawina - kara UOKIK dla Getinu

Pozostałe wybrane zagadnienia prawne:

Teoria salda i teoria dwóch kondykcji. Ciekawe zagadnienie - związane generalnie z tematem rozliczanie nieważnych umów. Czy sąd powinien zasądzić od banku nienależne świadczeniem, jeśli jednocześnie bank ma wtedy swoje roszczenie o zwrot kwoty wypłaconego kredytu do klienta. Czy może de facto tak jakby potrącić roszczenie banku, mimo braku zarzutu potrącenia (bo bank nie uważa umowy za nieważną) oraz braku roszczenia (bank nie wytacza powództwa wzajemnego). Temat nie jest taki prosty - co wynika choćby ze świeżego orzeczenia Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Warto się zapoznać, gdyż sąd argumentuje, że umowa kredytu nie jest umową wzajemną, a w dodatku w takich umowach nigdy nie ma dwóch zubożałych stron jednocześnie. A zatem - w zależności od tego, czy spłaciłeś już saldo kredytu w złotówkach, czy też nie, powództwo klienta o zwrot rat jest zasadne, bądź podlega oddaleniu. Zresztą - teraz pojawiają się i inne koncepcje w tym zakresie - choćby prawo zatrzymania. Ciekawe, jak to wszystko się rozwija - tyle instytucji prawnych w działaniu, w praktyce. Jak tu się tym nie zainteresować na blogu o takiej nazwie 😉

Interes prawny. Osoby, które spłaciły kredyt dochodzą po prostu wpłaconych / nadpłaconych świadczeń. Osoby, które kredyt jeszcze spłacają robią to samo, ale dla nich to nie kończy zabawy. Dochodzą wszak rat do czasu wyrokowania, a kredyty sięgają roku 2030 i dalej. Co z pozostałymi ratami , co z umową, co z hipoteką. Czy wzmianka jedynie w uzasadnieniu wyroku o zapłatę, że umowa jest nieważna, przekłada się na przyszłe raty? Aby załatwić temat na przyszłość, pojawiły się dodatkowo roszczenia o ustalenie, że umowa jest nieważna (art. 189 k.p.c.). Tak aby można było bez strachu przestać spłacać raty zgodnie z harmonogramem, bo nawet jak uparty bank nam zrobi egzekucję z aktu, to się wtedy szybko wybronimy. I tutaj odwieczny problem art. 189 k.p.c., gdyż - jak wiemy - nie ma interesu prawnego, gdy jest dalej idące żądanie. I na tym polu popadało kilka spraw, gdzie sądy argumentowały, że skoro masz roszczenie o zapłatę rat, to nie masz interesu ze 189 k.p.c. W ogóle to do mnie nie trafia. Jaki sens wymuszać kolejny proces o kolejne raty. Co z hipoteką i zabezpieczeniem. Co z obowiązkiem płacenia dalszych rat przez 20 lat. Brrrr. Na szczęście trend (w Warszawie) się chyba zmienił i teraz te roszczenia idą w parach. Na przykład - fragment z cytowanego powyżej wyroku Sądu Apelacyjnego.

Sąd Okręgowy naruszył także przepis art. 189 k.p.c., co Sąd Apelacyjny stwierdza w ramach obowiązku uwzględnienia z urzędu, w granicach zaskarżenia, wszystkich dostrzeżonych uchybień w zakresie stosowania prawa materialnego. Nie można bowiem zgodzić się z Sądem I instancji, że powodowie zarzucający nieważność umowy mogliby uzyskać pełne usunięcie stanu niepewności prawnej dochodząc zapłaty. Jest przecież niesporne, że umowa została zawarta na okres do 2038 r., a pozwany regularnie potrąca z konta powodów kolejne raty kredytu, uznając umowę za ważną. Umowa przewiduje także zabezpieczenia (§ 3 umowy). W tych okolicznościach interes prawny powodów w żądaniu ustalenia nieważności umowy, która jest jeszcze w trakcie wykonywania, nie budzi najmniejszych wątpliwości.

Indeksacja jako główne świadczenie stron. Interesujące, że nawet tutaj jest rozbieżność w orzecznictwie. Trzeba pamiętać, że konsumencki skutek abuzywności nie dotyczy postanowień określających główne świadczenia stron - jeżeli zostały sformułowane w sposób jednoznaczny. Stąd albo mamy postanowienie uboczne i zwykłe zasady abuzywności. Albo postanowienie główne i wtedy trzeba dodatkowo wykazywać niejednoznaczność tych postanowień. Żeby nie tworzyć zbyt wielu odwołań - powyższej przywołany wyrok Sądu Apelacyjnego przyjmuje, że są to główne postanowienia umowy. Przy tym założeniu nieważność staje się prostsza do osiągnięcia, skoro wada dotyczy "jądra" umowy.

Aneksy. To też ciekawy temat. Aneksy były przeróżnej maści, czasem sądy uznawały je za nowację, czasem zasadzano się na zawartym tam uznaniu długu. Na szczęście dla konsumentów na razie dominuje założenie, że klauzule badamy na moment podpisania umowy. I to, co było potem jest już mniej istotne dla oceny klauzul. A samą domyślną nowację też Sąd Najwyższy odrzucił w jednym z wyroków. Ale jest też w tym temacie zapytanie do Trybunału, więc widocznie są wątpliwości. Czy na pewno zawarcie aneksu zmieniającego spread na kurs NBP załatwia temat nieważności umowy, bo wszelkie wady są za zgodą i wolą konsumenta naprawione? Uważam, że nie i byłoby to krzywdzące dla konsumentów. Nikt nie miał najmniejszej świadomości "naprawiania" klauzul abuzywnych takim aneksem, no - może poza bankami. Zresztą - zawarcie takiego aneksu (i to dodatkowo płatnego) było wywołane nieciekawą sytuacją, w jaką klienta wpędziła umowa pierwotnej treści.

Żądanie ewentualne. Tu tylko drobna uwaga. Trzeba pilnować się z żądaniami pozwu, żeby nie ugotować się, jak powodowie w tej sprawie. Sąd uznał, że umowa kredytu jest nieważna, ale oddalił powództwo - bo powodowie żądali tylko "odfrankowania". Auć.

To chyba z gruntu tyle w temacie zarysu pozyskanej przeze mnie przez ostatnie dwa tygodnie wiedzy o sporach frankowych. Nie jest to też na pewno wiedza pełna, ani specjalistyczna. To krótkie podsumowanie, uwzględniając stan spraw na przełom 2019 / 2020 r., więc pewnie szybko stanie się nieaktualne.

Masz podobny problem prawny ?
Skontaktuj się z nami - postaramy się pomóc !

Jak zlecić sprawę lub umówić się na konsultacje - informacje




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Publikacja komentarza wymaga akceptacji administratora - bez akceptacji komentarz nie będzie widoczny dla innych użytkowników. Dodawanie komentarzy nie wymaga logowania ani podawania jakichkolwiek danych. Aprobowane będą wyłącznie komentarze nawiązujące do tematyki wpisu - uzupełnienia, sprostowania, polemiki, pytania dodatkowe. Odrzucone zostaną wszelkie komentarze naruszające ten wymóg, ale także te stanowiące reklamę, zawierające dane osobowe (nazwisko, adres e-mail), odnośniki, pomówienia lub wulgaryzmy, jak też treści zdublowane lub nic nie wnoszące do dyskusji. Administrator nie jest zobligowany weryfikować komentarzy oczekujących na moderację w żadnym konkretnym terminie, ani też odpowiadać na komentarze. Aprobata komentarza nie oznacza potwierdzenia przez Kancelarię treści objętych komentarzem. Komentarze są publicznie dostępne i mogą być w uzasadnionych przypadkach edytowane lub usuwane przez administratora. Stanowią one wyłącznie wyraz poglądów ich autora, który świadomie i dobrowolnie zdecydował się na zamieszczenie ich w ramach polemiki lub dyskusji na Portalu w celu upublicznienia.
Prawnik z Lublina
radca prawny
ALEKSANDER KUNICKI
`Prawo w praktyce` stanowi część WWW.LUBELSKIEKANCELARIE.PL . Administratorem Portalu jest Lubelskie Kancelarie - Aleksander Kunicki Kancelaria Radcy Prawnego. Wykorzystywanie prezentowanych tu materiałów i treści bez zgody Administratora i autora jest zabronione. Umieszczanie odniesień i zapożyczeń treści jest dozwolone pod warunkiem podania źródła oraz hiperłącza (link bez atrybutu nofollow) do strony źródłowej.

Treści zamieszczane na stronie mają jedynie charakter informacyjny i nie stanowią pomocy (porady) prawnej, nie są również aktualizowane w przypadku zmiany stanu prawnego. Prezentują jedną z dopuszczalnych wersji interpretacji powszechnie obowiązujących przepisów prawa, przedstawioną zazwyczaj w układzie hipotetycznych pytań i odpowiedzi. Wszelkie wątpliwości związane z treścią bloga, w szczególności w związku z samodzielnie prowadzonymi sprawami sądowymi, należy konsultować z adwokatem lub radcą prawnym w ramach odrębnie zlecanej usługi prawnej. Kancelarie i Administrator nie ponoszą odpowiedzialności za jakikolwiek skutek wykorzystania przedmiotowych treści przez inne osoby. Treść pełnej noty prawnej jest dostępna pod tym odnośnikiem.

Blog `Prawo w praktyce` służy informowaniu w przedmiocie specjalizacji, praktyki oraz form usług i pomocy prawnej świadczonych przez prawników powiązanych z www.lubelskiekancelarie.pl.Oferta Kancelarii dotyczy spraw cywilnych (majątkowych, odszkodowań, nieruchomości, umów), spadkowych, rodzinnych, gospodarczych, administracyjnych, karnych. Radca prawny specjalizuje się w obsłudze prawnej firm, prawie kontraktów, konsumenckim oraz procesowym, związanym ze sprawami sądowymi w Lublinie i okolicach.

Powered by WordPress. Enhanced by Google.